Dawno mnie nie było, ale za oknem zmieniło się niewiele... Nadal zima, za oknem i w duszy tez. Zima, zima, zima...Brakuje mi słońca, życie momentami kiepsko wchodzi w zakręty i ogólnie u mnie raczej depresyjnie. Może za czas jakiś zbiorę siły i pstryknę fotki temu, co powstaje... Póki co pogoda niezdjęciowa, pora zresztą tez nie.
Mój kochany pies jednak śnieg uwielbia
Wczoraj okazało się, że suknia uszyta dla Zosi specjalnie na urodziny prababci, które świętować będziemy w niedziele, prezentuje się dość blado i bezpłciowo. Zosia zażyczyła sobie kołnierzyk, byle mały... Powstał więc kołnierzyk. Może Zosia pozwoli się sfotografować w niedzielę...
Życzę Wam wiosny...Sobie zresztą też.
Blog o pasji tworzenia - szydełkowanie, hafty, druty, biżuteria, scrapbooking... W zależności od tego, na co akurat najdzie mnie wena:)
piątek, 1 marca 2013
poniedziałek, 7 stycznia 2013
Poświątecznie, szalikowo
Minęły święta, minął pierwszy tydzień nowego roku. Wczoraj rozebrana została nasza choineczka, którą zresztą od samego początku próbował rozebrać nasz kot.
Ponieważ w święta i Nowy Rok mój blogerek nie chciał pozwolić mi na wstawienie żadnych zdjęć, zniechęciłam się i w końcu nie napisałam nic. Przyjmijcie więc proszę teraz serdeczne życzenia noworoczne. Trochę spóźnione, ale naprawdę szczere. Spełnienia marzeń, zdrowia i spokoju...
![]() |
| Do zdjęcia oczywiście łobuz już pozować nie miał zamiaru... |
![]() |
| Wszystkie tegorocznie wyprodukowane bombki trafiły do pudełek:) Do tych pudełek zresztą wcześniej usiłował się wepchnąć kot. |
![]() |
| A na szydełku powstało takie coś... Baktus, chusta, szalik? Nieważne, jaka przyjmiemy nazwę:) |
![]() |
| Najważniejsze, że środkowa córka już zaadoptowała to coś. |
![]() | |||
| Niestety, ona również odmówiła pozowania |
niedziela, 9 grudnia 2012
Pierwsza (w tym roku) choinka:)
A raczej choineczka:) Na próbę, drut obrobiony na szydełku i małe kokardki do ozdoby, jutro powędruje z najmłodszym dzieckiem do szkoły. Ostatnio usłyszałam od jednej z mam dzieci z klasy córki,że robię fajne rzeczy., I że ona tez by może coś zrobiła, ale ona niestety nie ma czasu, bo opieka nad dwójką dzieci bywa bardzo absorbująca:) Uśmiechnęłam się tylko szeroko myśląc o moich wielkich pokładach czasu wolnego, czwórce dzieci, pracy na półtora etatu, edukacji domowej, studiach doktoranckich właśnie rozpoczętych i innych takich tam drobiazgach. Wam również życzę mnóstwo wolnego czasu na rozwijanie pasji:)
czwartek, 6 grudnia 2012
Taki sobie...krecik:)
Krecik powstał jako prototyp. teraz już wiem, co zrobię inaczej. Ale i tak jest fajny, choć na zdjęciach jakoś tego nie widać. Cóż, musicie mi uwierzyć na słowo:)
Pozdrawiam Was serdecznie:)
poniedziałek, 3 grudnia 2012
Niemal świątecznie
Kilka dni temu powstała taka szydełkowa ozdoba na okno, w klimacie jakby świątecznym. Dzisiaj zresztą też był dzień bardzo świąteczny - 35 urodziny mojej siostry:) Wiecie co się stało? To niesamowite, ale po przeszczepie mojego szpiku, mojej siostrze zmieniła się nie tylko grupa krwi:) dzisiaj zupełnie serio zapytała, czy mogłabym jej kupić jakieś szydełko, kordonek i pożyczyć wzory, bo ona czuje potrzebę szydełkowania. Moja siostra, zawsze nabijająca się z moich babcinych skłonności do szydełkowania i nienawidząca robótek wszelkich:)
Pozdrawiam ciepło:)
niedziela, 2 grudnia 2012
Czas wracać:)
Dawno nic nie napisałam. Po pierwsze natłok zajęć i wydarzeń nie
zostawiał zbyt wiele czasu na aktywność inna niż niezbędna. Nie znaczy
to, że nie działo się nic kreatywnego, ręcznego czy szydełkowego, po
prostu czasu na fotografowanie i opisy nie starczało. Po drugie, żyłam w
wielkim zawieszeniu i oczekiwaniu, nie chciałam pisać jednego dnia w
euforii, że jest lepiej i że wszystko będzie dobrze, a drugiego, że
jestem w rozpaczy, bo moja siostra jest bliżej śmierci niż kiedykolwiek.
Długo to trwało. 20 września odbył się przeszczep, 4 tygodnie później
odetchnęliśmy z ulgą, szpik podjął pracę. Teraz Marta jest w domu,
jeździ co tydzień na kontrolę, wszystko działa. Życie po przeszczepie
dalekie jest od normy, jednak cieszymy się z tego, co mamy.
Poza tym od września jestem tez w pełni "homeschoolingową" mamą. Wspólnie z Adamem, moim kochanym aczkolwiek niezwykle charakternym i kiepsko przystosowanym do życia szkolnego synkiem podjęliśmy decyzje o podjęciu wyzwania edukacji domowej. I jesteśmy oboje bardzo zmęczeni, bardzo nerwowi momentami (czy zdążymy do egzaminów?, czy damy radę?) i niesamowicie szczęśliwi. Adam w domu odzyskał wiarę we własne możliwości. Odnoszę wrażenie, że te możliwości w dziwny, niemal magiczny sposób, rosną każdego dnia. Nagle moje dziecko potrafi to, czego nigdy wcześniej nie było w stanie się nauczyć... Rosnę z dumy, a jednocześnie motywuje mnie to do dalszej pracy. nad sobą, nad swoimi metodami, nad nim i z nim... Jak niewiele tak naprawdę wynosimy ze studiów! Jak bardzo nasze postrzeganie dziecka bywa uzależnione od tego, co nam powiedzą na jego temat inni ludzie! Cały poprzedni rok(Adam kończył szkołę podstawową) słuchałam od nauczycielek, jaki to jest beznadziejny, jak się nie uczy, jaka to ze mnie zła matka, która nie pilnuje, żeby sie dziecko uczyło... Zaczynałam postrzegać własne dziecko przez pryzmat tego, co powiedziała pani, dawno wyzuta z wszelkiej życzliwości... Gdyby nie dobrzy ludzie, którzy wskazali mi rozwiązanie w postaci Edukacji Domowej, chyba wszyscy byśmy oszaleli.
Oczywiście, kreatywnie coś się dzieje.... Powolutku uzupełnię wszystkie braki w publikowaniu fotek moich ostatnich prac. póki co obrus. Wzór z jakiejś gazetki. Opis mówił, że średnica obrusiku wyniesie 65 cm. Okazało się, że po zakończeniu mamy 130cm:) Cóż, nie mam go gdzie położyć ani obfotografować, bo nie posiadam okrągłego stołu. Ale chyba nabędę, korzystając z faktu, że akurat mamy wielkie przemeblowania i ogólna reorganizację. W końcu nie po to dłubałam ten obrus, żeby go schować do szafy:)
Słonecznej niedzieli:)
piątek, 3 sierpnia 2012
Czerwona
Nigdy nuie lubiłam koloru czerwonego, ale od kiedy Marta choruje na białaczkę moje preferencje kolorystyczne uległy zmianie. Wszystko kręci się wokół jej choroby... Wiecie, że w wielu krajach Azji kolor biały oznacza smutek i żałobę? My w bieli zanosimy nasze dzieci do chrztu... Kiedy patrzę na białą twarz mojej siostry bliżej mi raczej do Azjatów. Wczoraj byłyśmy razem na badaniach w klinice przeszczepowej. Dopiero teraz ktoś postanowił mnie gruntownie przebadać, Mam nadzieję, że nie okaże sie nagle że coś mnie jako dawcę szpiku wyklucza. Jestem kompletnie psychicznie wypompowana. Jutro pojadę nad jezioro, może mi chandra minie.
Pozdrawiam Was wszystkie bardzo, bardzo ciepło.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















